Ostatnie dni pracowicie spędzamy u siebie, każdego dnia dłużej. Dałam się przez chwilę zawładnąć obawie, że nie podołamy zrobić najpotrzebniejszych rzeczy przed wprowadzeniem się. Teraz znowu myślę: "Tylko spokojnie, ile zdołamy - tyle będzie".
W ogrodzie - dzięki Mamie- ogarnęłyśmy wszystko co trzeba: marchewki, pietruszki, pasternaki, brukwie, buraki, cebule, wysiane i posadzone. Truskawki i ziemniaki też. I pełno ziół na rosady.
W domy ciągle zamiatam wióry. Arek kończy bufet kuchenny i zabrał się z drzwi i futryny na parterze. Jutro powinien dotrzeć hydrofor z całym osprzętem. Łazienka skończona. Grunty i oleje kupione; jak tylko skończą się pyły w domu, ruszam z wałkiem i pędzlem. Zdążymy...
Dzisiaj było tak pięknie i ciepło. Wystawiłam rosady pomidorków i selerów a zewnątrz -niech się też cieszą słońcem...
W ogrodzie - dzięki Mamie- ogarnęłyśmy wszystko co trzeba: marchewki, pietruszki, pasternaki, brukwie, buraki, cebule, wysiane i posadzone. Truskawki i ziemniaki też. I pełno ziół na rosady.
W domy ciągle zamiatam wióry. Arek kończy bufet kuchenny i zabrał się z drzwi i futryny na parterze. Jutro powinien dotrzeć hydrofor z całym osprzętem. Łazienka skończona. Grunty i oleje kupione; jak tylko skończą się pyły w domu, ruszam z wałkiem i pędzlem. Zdążymy...
Dzisiaj było tak pięknie i ciepło. Wystawiłam rosady pomidorków i selerów a zewnątrz -niech się też cieszą słońcem...
